|
|
|
|
Piłkarz przed komisją dyscyplinarną: - Z jakiego powodu kopnęliście stopera przeciwników? - Omyłkowo! Słowo honoru! Myślałem, że to sędzia liniowy. Po meczu trener upomina piłkarzy: - Mówiłem, żebyście grali jak nigdy dotąd. Wy natomiast graliście, jakbyście nigdy dotąd nie grali. Kolego do kolegi: - Skaleczyłem się w rękę. - Bierzesz coś na to? - Tak! Zwolnienie. Pracownik do pracodawcy: - Szefie, pracuję u pana już pięć lat i jeszcze nigdy nie upomniałem się o podwyżkę... - I właśnie dlatego pan jeszcze pracuje. Do lekarza, świeżo upieczonego docenta, przyszła rodzina z podziękowaniami z wyleczenie chorego. - Dziękujemy, panie doktorze - mówią. - Docencie, docencie - poprawia docent. - Doceniamy, doceniamy... Dwie mrówki, uciekając przed słoniem, weszły na drzewo. Śłoń potząsnął gałęzią i jedna mrówka spadła mu na kark. Ta, która została na drzewie, krzyczy do koleżanki: - Uduś go! Usuś! Młoda nauczycielka wpada oburzona do gabinetu dyrektora. - Panie dyrektorze, ten mały Kowalski powiedział, że jak się będę jego czepiała, to mnie wywali ze szkoły... - Który Kowalski...? Ten z III a? No tak, on to może... W piaskownicy spotyka się dwóch przedszkolaków. - Ila masz lat? - Nie wiem... - Palisz? - Palę. - Pijesz? - Piję. - Za dziewczynami się oglądasz? - Jeszcze nie... - To znaczy, że masz trzy i pół. - Co się tak wczoraj żona darła na ciebie? - Nie na mnie, na psa. - Biedny zwiarzak, zabrała mu klucze do domu. Początkująca śpiewaczka operowa pyta męża: - Dlaczego ty zawsze wychodzisz na balkon, kiedy śpiewam? - Bo nie chcę, żeby sąsiedzi myśleli, że cię biję. - Poproszę trzy litry paliwa i kapkę oleju - mówi kierowca malucha na stacji benzynowej. - A może tak przy okazji kichnąć jeszcze w oponki? - ironizuje ajent. - Co wam będę długo opowiadał - wędkarz mówi kolegom o swym sukcesie. - Kiedy wyciągnąłem z wody tego suma, woda w jeziorze obniżyła się o pół metra. Kowalski przechodzi koło stawu w parku i dostrzega w wodzie człowieka. - Czy pan wie, że w tym stawie nie wolno się kąpać? - Ja nie pływam, ja tonę! - A, to bardzo przepraszam. Żona robi wieczorem wyrzuty mężowi: - Ależ ty jesteś nieokrzesany! Przychodzisz do domu, zjadasz kolację i od razu komenderujesz że mamy iść do łóżka. A może być tak porozmawiał o sztuce, duszy... Mąż obiecał poprawę. Następnego dnia pyta: - Słuchaj, Hela, czytałać Rembrandta? - Nie... - odpowiada zaskoczona małżonka. - No to do łóżka! Starsza pani zgłosiła się do biura detektywów. - Od jakiegoś czasu podejrzewam, że mąż mnie zdradza. Chciałabym więc wynająć u państwa detektywa. Tylko bardzo proszę o najgorszego, jakiego macie. - Najgorszego? - pyta zaskoczony właściciel biura. - Dlaczego? - Mnie nie wolno denerwować - odpowiada klientka. W nocy facet wstaje z łóżka i chodzi po sypialni. Żona się budzi i mówi: - Co tak chodzisz? - Bo mam ochotę na seks - stwierdza mąż. - No to chodź - mówi żona. - No to chodzę - odpowiada mąż. Jasiu do dziadka: - Dziadku, masz jeszcze zęby? - Nie. - To potrzymaj mi kanapkę. - Tato, ja już mam dość sanek, nie chcę więcej chodzić na sanki. - Synku, nie narzekaj, ciągnij... Pewien aktor, grający króla, w pewnym momencie ma odczytać list. Koledzy, wiedząc, że nie nauczył się tej kwestii, postanowili zrobić mu kawał i podłożyli pustą kartkę. Na scenie król bierze list od rycerza, rozwija, patrzy, po czym oddaje mu ze słowami: - Jestem zmęczony, czytaj, rycerzu... Kowalski wraca z suto zakrapianych imienin. Wsiada do tramwaju, który rusza, lecz po chwili grzęźnie w korku. Postój trwa, samochody powoli przesuwają się do przodu, a tramwaj wciąż stoi. Kowalski podchodzi do motorniczego i krzyczy: - Panie, zmień pan pas, bo cały dzień tu przestoimy! Pan domy mówi do gościa: - Co za okropna burza! Martwię się bo moja żona trzy godziny temu wyszła do miasta... - Nie martw się. Na pewno schroniła się przed burzą w jakimś sklepie. - I właśnie to mnie niepokoi. Mały Jasio, wbrew zakazom cioci, wspina się na drzewo. - Ty mały łobuzie! Jak spadniesz i połamiesz nogi, to nawet do mnie nie podchodź! Kowalska piekła imieninowy tort, do którego nieopatrznie zamiast rodzynek dosypała śrutu, który Kowalski ukrył przed dziećmi w kuchennej szafce. Dzień po przyjęciu Kowalska spotkała koleżankę i zapytała z nadzieją: - Ale udało mi się ciasto, nie? - O tak! Ale gdy mój mąż dziś rano kichnął, to zabił kota! Spotykają się dwie plotkary: - Widziałaś, jak Kaśka zbrzydła? - No! Aż miło popatrzeć. Nie podoba mi się pani, nie podoba - mówi cicho lekarz, badając pacjentkę. - I wzajemnie! - pada odpowiedź. |
Statystyki
Przegladarka: CCBot/1.0 (+http://www.commoncrawl.org/bot.html) Użytkowników on-line: 4 Polecamy
|
|
|