|
|
|
|
Spotyka niedźwiedż zajączka na rowerze. - Zajączku skąd masz rower? - Nie piję, to się ma - odpowiada zajączek. Na drugi dzień jedzie zajączek rowerem, a obok niego przelatuje niedźwiedź helikopterem. - Niedźwiedź, skąd masz taki ładny helikopterek? - Sprzedało się butelki, to się ma. Pewien muzyk był w ZSRR na tournee. Przy wyjeździe z tego wspaniałego państwa celnicy go pytają. - Był towarzysz w mauzoleum Lenina? - Nie, bo było przyjęcie towaru. Mąż długo nie wraca do domu. Żona się bardzo niepokoi: - Gdzież on może być? Może sobie jakąś babę znalazł? - mówi do sąsiadki. - Ty zaraz o najgorszym - uspokaja ją sąsiadka - może po prostu wpadł pod samochód. Siedzi baca na drzewie i pilnuje gałęzi, na której siedzi. Przechodzi turysta: - Baco, spadniecie! - Ni, nie spadnę! - Spadniecie! - Ni! - No mówię wam, że spadniecie! - Eee, ni spadnę! Nie przekonawszy bacy turysta poszedł dalej. Baca pilnował, pilnował, aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł: - Prorok jaki czy co? Siedzi baca na przyzbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu? - To sobie ino siedzę. Cały zakrwawiony z plecakiem na plecach, idzie ścieżką Franek. Spotyka go przyjaciel. - Franuś, kto cię tak urządził?! - Teściowa. - Gdyby mi coś takiego zrobiła, to bym ją chyba porąbał... - A jak myślisz, co niosę w plecaku? Antek poszedł nad rzekę łowić ryby. Rozpalił ognisko i już miał zarzucić wędkę, gdy zauważył kurę. Nie namyślając się, złapał ją, oskubał, upiekł i zjadł. Nagle patrzy, drogą biegnie sąsiadka i woła: - Antek, nie widziałeś mojej kury? Antek spogląda na pióra leżące u jego stóp i mówi: - Rozebrała się i popłynęła na drugą stronę rzeki. Do pewnej knajpy w okolicach West City wchodzi jegomość, wyciąga monetę 5-centową, podrzuca, wyciąga colta i trafia w monetę: - I'm Lucky Lucke! Wychodzi następny, tym razem z 1-centówką i trafia bez pudła: - I'm Billy McColt! Wchodzi trzeci, podrzuca 50 centów, wyciąga pistolet i trafia w barmana: - I'm sorry... Kierowniczka kurzej fermy w kombinacie rolnym lamentuje: - Panie dyrektorze, koniecznie trzeba paszę dla kur zmienić, bo jak nie, to wszystkie wyzdychają. - A co, zdechły już jakieś? - Kury jeszcze nie, ale zdechły moje dwa świniaki. - Kelner, co macie do jedzenia? - Proponuję pieczeń huzarską. - A co to, ja huzar jestem? - To może pieczeń wieprzową? - O tak, tak... Chorobliwie nieśmiały chłopak dostrzegł przy barze piękną dziewczynę. Przez godzinę zbierał się, wreszcie podszedł do niej i zapytał cicho: - Czy możemy chwilę porozmawiać? Dziewczyna popatrzyła na niego i wrzasnęła: - Nie! Chcę się z tobą przespać! Wszyscy w knajpie zamilkli i zaczęli im się przyglądać. Przerażony chłopak wrócił chyłkiem do stolika. Po chwili dziewczyna podchodzi do niego i przeprasza: - Jestem studentką psychologii i badam, jak ludzie zachowują się w kłopotliwych sytuacjach. Na to chłopak ile sił w płucach: - Dwie stówy ci wystarczą? - Dlaczego chcesz się rozwieść z twoim Zbyszkiem? - Wyobraź sobie, wczoraj w nocy obudził się o trzeciej, pocałował mnie i powiedział, że musi już iść do domu... W saloonie kowboj do swojego kumpla: - Widzisz tego faceta, który siedzi przy stoliku pod ścianą? - Którego, tam jest trzech facetów. - Tego, który pije whisky. - Oni wszyscy piją whisky. O którego dokładnie ci chodzi? - Tego w koszuli w kratę. - No tak, ale wszyscy trzej mają koszulę w kratę. - Poczekaj zaraz ci pokażę. Kowboj wyciąga spluwę i strzela do dwóch facetów przy stoliku. Zabici faceci spadają z krzeseł. Ten który został, jest mocno przestraszony. - Teraz już widzisz, o którego mi chodzi? - No, a co? - On mi się nie podoba. Chyba go zastrzelę. Indiański czarownik szkoli wojowników i pyta: - Wielki Bawole, jak duże powinno być ognisko, aby można było dawać znaki dymne? - To zależy, czy rozmowa ma być miejscowa, czy zamiejscowa... Mąż ogląda mecz w telewizji. Żona stojąc na parapecie i myjąc okna mówi: - Kochanie, gdybym, nie daj Boże, wypadła przez okno, to w przerwie meczu zadzwoń po pogotowie. Piłkarz wraca do domu po meczu. - Jak poszło? - pyta żona. - Świetnie. Strzeliłem dwie bramki! - A jaki był wynik? - Jeden do jednego. Matka do syna: - Synku, kiedy poprawisz jedynki z matematyki? - Nie wiem, nauczyciel nie wypuszcza dziennika z ręki. Pogawędka sąsiedzka: - Słyszałem, że Wiesiek kupił sobie nowy samochód. - Eee, to nie jego! - Skąd wiesz? - Słyszałem, jak mówił wczoraj, że to Toyota Karola. Mężczyzna kroi tabletkę viagry na cztery części. - Co robisz? - krzyczy żona. - Spokojnie, chcę cię tylko pocałować. W saloonie dwaj kowboje grają w pokera. - Wygrałem - mówi pierwszy. - Mam cztery asy. - Nie, to ja wygrałem- Mam dwa króle i sześć nabojów. Klientki zamówiły dwie kawy. - Tylko w czystej filiżance! - zastrzega sobie jedna z nich. Po chwili kelner przynosi kawę. - Która z pań zamawiała w czystej filiżance? Przy wypisywaniu rachunku kelner zagaduje klienta: - Mam nadzieję, że odtąd będzie nas pan polecał. - Przykro mi, ale ja nie mam wrogów. - Poproszę wodę sodową. - Z sokiem czy bez soku? - Poproszę z sokiem. - Z jakim sokiem? - Z pomarańczowym. - Pomarańczowego nie ma. - To z malinowym. - Malinowego też nie ma. - A jaki jest sok? - Nie ma żadnego. - No to poproszę wodę bez soku. - Bez jakiego soku? - Może być bez malinowego. Spadochroniarz: - Jestem na wysokości stu metrów nad ziemią! Czy mogę otworzyć spadochron? - Jeszcze nie! - Jestem pięćdziesiąt metrów nad ziemią, czy mogę... - Jeszcze nie! - Już tylko pięć metrów! - A co z pięciu metrów nie skoczysz bez spadochronu?! W wojsku dowódca zwraca się do szeregowca: - Powiedzcie, co też rozumiecie przez słowo tchórz? - To żołnierz, który w obliczu niebezpieczeństwa myśli nogami, panie kapitanie! |
Statystyki
Przegladarka: CCBot/1.0 (+http://www.commoncrawl.org/bot.html) Użytkowników on-line: 3 Polecamy
|
|
|