|
|
|
|
Dziewczyna odwiedza po raz pierwszy rodzinę narzeczonego. - Musisz wiedzieć kochanie - mówi przyszła teściowa - że my modlimy się przed każdym posiłkiem. - U nas to nie jest konieczne, mama dobrze gotuje. Na zjeździe absolwentów liceum nauczyciel pyta byłego ucznia: - Jak leci Kaziu? Masz dzieci? - Ośmioro - odpowiada dumnie Kazio. - Na lekcjach też nigdy nie uważał... - mruczy pod nosem staruszek. Po wojnie jądrowej na suchym drzewie siedzą dwie małpy. - Masz coś do jedzenia? - pyta samiec. Samica podaje mu jabłko. - O nie! Nie będziemy jeszcze raz tego samego przerabiać. - Na kogo krzyczała wczoraj w nocy twoja żona? - pyta Kowalskiego kolega. - Na naszego psa... - Biedny kundel... Słyszałem, jak groziła, że odbierze mu klucze od mieszkania! - Doktorze - mówi błagalnym głosem pacjent. - Czy jest pan pewien, że natychmiast muszę rzucić palenie i picie alkoholu? - Przecież mówiłem to już tydzień temu. - No tak, ale myślałem, że od tego czasu medycyna poczyniła jakieś postępy... Na balu chłopak pyta blondynkę: - Czy mogę cię prosić do walca? - Zgłupiałeś?! To już nie miałeś czym przyjechać? Mówi zięć do teściowej: - Gdzie mama jedzie? - Na cmentarz. - A kto rower przyprowadzi?!!! Spotyka się dwóch kolegów, z których jeden jest wyraźnie smutny. - Czemu jesteś smutny? - pyta drugi. - Porwali mi teściową i żądają okupu. - Teściową? To co się martwisz? - Powiedzieli, że jeśli nie dam im okupu, to ją sklonują. Przychodzi Jasiu do domu ze szkoły i krzyczy: - Mamo, mamo, dzisiaj zrobiłem dobry uczynek. - Jaki? - Koledzy podłożyli pinezkę szpicem do góry na krześle nauczyciela. Już miał siadać, kiedy ja odsunąłem krzesło. Trwa egzamin policjantów. Z sali egzaminacyjnej wychodzi pierwszy, najbardziej obryty. - I co, co? - Pestka. Jedno pytanie: Jaka jest stolica Polski? - I jaka? - Warszawa. Zapisał to sobie następny zdający na kartce, wsadził ją do cholewki i wchodzi na egzamin. - Powiedzcie nam, jak nazywa się stolica Polski? Ciągnie tę kartkę, ciągnie z cholewki i mówi: - Chełmek! Idzie kura, patrzy, a tu Adam Małysz siedzi na ławce. Zaczyna go dziobać. On do niej: - Ty, kura, uciekaj, bo jak cię kopnę, to polecisz na drzewo! - Nareszcie będę brała lekcje u mistrza! Strażnik otwiera drzwi celi i mówi do więźnia: - Przyszła pana odwiedzić żona. - Która? - Bez głupich dowcipów! - Jakie dowcipy? Przecież siedzę za bigamię! Przyjechała teściowa: - Otwieraj ty łobuzie, wiem, że jesteś w domu, bo twoje adidasy stoją przed drzwiami! - Niech się mama tak nie wymądrza, poszedłem w sandałach! - Kto jest najlepszym matematykiem na świecie? - Kobieta: dodaje sobie urody, odejmuje lat, mnoży dzieci, dzieli łoże. - Po czym poznać pana młodego na weselu w wołominie? - Ma najładniejszy dres. Pewien Żyd zaprosił znajomych na chrzciny swojego pierworodnego i tłumaczy: - Jak dojdziecie do mojego mieszkania, to kopnijcie mocno nogą w drzwi... - Dlaczego nogą? - Bo przecież nie przyjdziecie z pustymi rękami... Na królestwo napadł smok. Król udał się do najznamienitszego rycerza i mówi: - Potrzebuje twojej pomocy, musisz zabić smoka. - Smoka?! To muszę się doskonale przygotować. Daj mi miesiąc. - To niemożliwe, tu trzeba działać natychmiast. - To ja się na to nie piszę. Król udał się do gorszego. Rycerz mówi: - O, na smoka potrzebna jest specjalna broń. Daj mi tydzień. Ale król nie chciał czekać. W końcu dotarł do najgorszego rycerza i mówi: - Jesteś moją ostatnią nadzieją. Na królestwo napadł smok... Rycerz zerwał się na równe nogi i skoczył na konia. Król ucieszony woła: - Jesteś najlepszy ze wszystkich rycerzy, oni zwlekali z pomocą, a ty od razu, bez zastanowienia... - Tu się nie ma co zastanawiać! Tu trzeba wiać! Na szlacheckim przyjęciu jednemu z gości wymknął się mały wiaterek. Sala umilkła zaskoczona i wszyscy patrzą na niefortunnego biesiadnika. A nieszczęśnik zastanawia się, jak tu zatuszować przykre zdarzenie. Wierci się, wierci na krześle, krzesło skrzypi przeraźliwie, a wszyscy nadal patrzą. Po chwili wstaje gospodarz i mówi: - Waćpan, mebel spocisz, a tonacji i tak nie dobierzesz. - Kochanie, wprost nie moge wyrazić uczucia, które porusza moje wnętrze. - Wiesz słonko, ja też coś czuję. Myślę, że nie powinniśmy jednak popijać tych śliwek piwem... Księgowy skarży się koledze, że nie mógł spać w nocy. - To trzeba było liczyć barany. - Tak właśnie zrobiłem. - I co, nie pomogło? - Nie, bo o północy pomyliłem się i do rana sprawdzałem cały rachunek. Stary i młody Indianin uciekają przez prerię przed kowbojami. Wreszcie starzec mówi: - Musimy wejść na drzewo i poczekać, aż pościg zgubi nasz ślad. Weszli na drzewo i czekają. Jeden dzień, drugi, trzeci... W końcu młody Indianin prosi: - Wodzu zejdźmy już. - Nie możemy, bo nas zabiją. - No to chociaż konie puśćmy! Klient reklamuje zegarek kupiony przed kilkoma miesiącami. - Zapłaciłem za niego majątek, a już po trzech miesiącach się zepsuł! - denerwuje się mężczyzna. - Przecież zachwalał mi go pan, że jest niezawodny i będzie chodził do końca życia! - Przepraszam bardzo, ale tak pan wtedy mizernie wyglądał... Wpada koń do baru, siada na jednym z wysokich stołków i woła: - Barman!!! Małe jasne proszę! Barman podaje mu piwo, koń wypija, płaci i wychodzi. Podchmielony facet ze stołka obok pochyla się w kierunku barmana i mówi półszeptem: - Dziwne, nie...? Na co barman: - Dziwne... Zawsze pił jasne... Psychiatra rozmawia z pacjentem: - Trochę się pogubiłem w pańskiej historii. Czy mógłby pan zacząć jeszcze raz od początku? - No dobrze. A więc, najpierw stworzyłem Ziemię... Matka karmi syna niejadka: - A teraz łyżeczkę za babcię, za tatusia, za mamusię, za Olę... - Mamo, czy wy naprawdę nie możecie najeść się sami?! - woła zalane łzami dziecko. |
Statystyki
Przegladarka: CCBot/1.0 (+http://www.commoncrawl.org/bot.html) Użytkowników on-line: 3 Polecamy
|
|
|