|
|
|
|
Do gabinetu lekarskiego przychodzi kościotrup. Lekarz mierzy go spojrzeniem od góry do dołu i stwierdza: - Stanowczo za późno pan przyszedł. Synek do taty: - Tato, mama jest lepszym kierowcą niż ty. - Dlaczego? - Bo ty powiedziałeś, że na hamulcu ręcznym nie da się jeździć, a mama przejechała tak 20 km. - Dlaczego nie stajesz? - pyta Jasia w autobusie starsza pani i spogląda na niego karcąco. - Już ja dobrze panią znam! Ja wstanę, a pani zajmie mi miejsce! Pani zadała dzieciom temat wypracowania: "Jak wyobrażam sobie pracę dyrektora?" Dzieci piszą, tylko Jaś siedzi bezczynnie, założywszy ręce. - Czemu nie piszesz? - pyta nauczycielka. - Czekam na sekretarkę. Biegnie Jasio z kanistrem na stację benzynową. Dobiega zdyszany i prosi do pełna. Sprzedawca pyta: - Coś się pali? - Tak, szkoła, ale coś jakby przygasa. Na lekcji polskiego: - Jasiu, powiedz nam, kiedy używamy wielkich liter? - Kiedy mamy słaby wzrok! - Jasiu, znów spóźniłeś się na lekcje! - Na naukę nigdy nie jest za późno, proszę pani! Zorro przychodzi do seniority. Po pewnym czasie ktoś puka. Seniorita mówi, aby Zorro schował się do szafy. Zorro na to odpowiada: - Mój koń jest pod oknem, skoczę! Seniorita otwiera drzwi, a tu koń mówi: - Jakby Zorro mnie szukał, to stoję pod oknem. Wchodzi Kubuś Puchatek do sklepu mięsnego i pyta, czy jest wieprzowina. Sprzedawca mówi, że jest. Puchatek wybiega ze sklepu, a po chwili wbiega z pistoletem, strzela do sprzedawcy krzycząc: - TO ZA PROSIACZKA!!! Kowalski w restauracji wciąga włos z zupy. Po chwili wyciąga drugi, trzeci, czwarty... Zdenerwowany woła kelnera: - Panie, zanieś pan tę zupę do fryzjera, trzeba ją porządnie wyczesać! - I co biorą panie Nowak? - pyta Franek wędkarza. - Biorą, biorą. Wczoraj teczkę mi zabrali, a dzisiaj już rower... Wchodzi facet do warzywniaka. - Poproszę kilogram robaczywych jabłek. - A po co panu robaczywe? - Idę jutro na ryby i nie chce mi się kopać w ogródku. Włamywacz skarży się koledze: - Ale miałem pecha. Wczoraj włamałem się do domu prawnika, a on mnie nakrył. Powiedział, żebym zmykał i więcej się nie pokazywał. - No to jednak miałeś szczęście! - Szczęście? Policzył sobie 300 zł za poradę! Adwokat pyta swojego klienta: - Dlaczego chce się pan rozwieść? - Bo moja żona cały czas szwęda się po knajpach! - Czy to znaczy, że pije? - Nie, łazi tam za mną! Mąż przynosi do domu kilka nowych kaset z filmami. Otwiera szafkę, ustawia je obok innych. - Po co ci kasety, skoro nie masz wideo? - pyta żona. - A czy ja cię pytam, po co kupujesz staniki? Na przystanku autobusowym spotykają się dwaj znajomi Szkoci. - Cześć, John! Świetnie, że cię widzę - mówi jeden. - Mam do ciebie prośbę. Pożycz mi funta. - Przykro mi stary, ale nie mam przy sobie pieniędzy - odpowiada drugi. - A w domu? - dopytuje się kolega. - Dziękuję, w domu wszyscy zdrowi. W trakcie kolacji mały Piotruś pyta swojego ojca. - Powiedz w jakim mieście się urodziliśmy? - Ja w Gdyni, mama w Poznaniu, a ty w Krakowie. Malec myśli przez chwilę, w końcu mówi: - Wiesz co, to prawdziwy cud, że się spotkaliśmy... Matka mówi do córki, która właśnie wychodzi za mąż: - Kochanie, dam ci bardzo dobrą radę - nigdy nie dyskutuj z mężem. Od razu płacz. - Kelner, przecież ten kurczak ma jedną nogę krótszą - woła oburzony gość w restauracji. - No to co? Będzie pan go jadł czy z nim tańczył? Bezrobotnemu udało się znaleźć płatne zajęcie w zoo. Jego praca miała polegać na siedzeniu w klatce i udawaniu w odpowiednim przebraniu małpy. Któregoś dnia tak skakał, że nie chwycił gałęzi i wpadł do klatki lwa. Przerażony zaczął krzyczeć. Na to lew: - Zamknij się, bo jeszcze obaj wylecimy z roboty! Na meczu siedzą brunetka i blondynka. Blondynka pyta: - Jaki wynik? - Dwa do dwóch - mówi dumnie brunetka. - A dla kogo? Klientka do sprzedawcy: - Czy mogę przymierzyć tę sukienkę na wystawie? - Oczywiście, ale mamy także przymierzalnię. - Halo! Panie dyrektorze, mój syn nie może przyjść dziś do szkoły. - A kto mówi? - Tu mówi mój ojciec. Przychodzi Jasio do domu w czerwcu i mówi do taty: - Tata, przedłużyli mi kontrakt z szóstą klasą na najbliższe 12 miesięcy. Świt blady, Kowalski śpi sobie w najlepsze, a tu ktoś wali do drzwi. Wreszcie zwleka się z tapczanu, otwiera. Patrzy, nikogo nie ma... ale nie, na samym progu stoi malutka kostucha, wysokości dłoni, z kosą na ramieniu. Kowalski budzi się w oka mgnieniu. Klęka i błaga: - Nie dzisiaj! Daruj, nie dzisiaj! Na to kostucha: - Nie pękaj, ja nie po ciebia, ja po twojego kanarka... |
Statystyki
Przegladarka: CCBot/1.0 (+http://www.commoncrawl.org/bot.html) Użytkowników on-line: 2 Polecamy
|
|
|