|
|
|
|
Przychodzi baba do lekarza i ma poparzone uszy. - Co się pani stało? - pyta lekarz. - Prasowałam i właśnie zadzwonił telefon. - No a drugie ucho? - Chciałam zadzwonić po pogotowie. Na budowie robotnik taszczy na plecach dwa worki cementu. Spotyka go szef i pyta: - Nie lepiej byłoby na taczce? - Może i lepiej, ale kółko trochę w plecy gniecie. Chłop pyta sąsiada zbijającego z desek paczki różnej wielkości: - Po co ci to? - A bo syn pisał z miasta, że złapał syfilisa, a ja nie wiem, jakie to duże. Pracownik do szefa: - Panie dyrektorze, czy mógłbym dostać dzień urlopu, by pomóc teściowej przy przeprowadzce? - Wykluczone! - Bardzo dziękuję, wiedziałem, że mogę na pana liczyć! Spotyka się dwóch kumpli: - Co ci się stało w oko? - Dostałem śrubokrętem. - Przez przypadek? - Nie, przez dziurkę od klucza... Podczas zbiórki kompanii kapral mówi do żołnierzy: - Ci, co znają się na muzyce - wystąp! Z szeregu występuje czterech szeregowców. - Pójdziecie do kapitana. Trzeba mu wnieść pianino na ósme piętro. Przyszedł Szkot w odwiedziny do kolegi. Po skromnym poczęstunku na deser gospodarz podaje mu na malutkim talerzyku odrobinę miodu. - Widzę John, że kupiłeś sobie pszczołę! Okulista zasiadający w komisji wojskowej pyta poborowego: - Czy widzicie tam jakieś litery? - Nie widzę. - A widzicie w ogóle tablicę? - Nie widzę. - I bardzo dobrze, bo tam nic nie ma! Zdolny! Młody pirat pyta starego pirata: - Czemu masz drewniana noge? - Kiedys płynelismy i nagle podpłynał rekin i odgryzł mi noge. - A czemu zamiast prawej reki masz hak? - Zdobywalismy kiedys inny statek i marynarz, z którym walczyłem, chlasnał mi dłoń szabla. - A czemu nie masz jednego oka? - Spojrzałem w góre i akurat mewa mi narobiła prosto w oko. - Przecież od tego oka sie nie traci. - No tak... ale to był mój pierwszy dzien z hakiem zamiast reki. Komandosi skaczą pierwszy raz ze spadochronu, kapitan ich pokoleji wypuszcza, jeden sie odzywa: - N-N-Nie skocze - skacz to nic strasznego- odpowiada kapitan - B-B-Boje sie - skacz bo pojde po pilota! - N-N-Nie skocze Kapitan idzie po pilota, on wlacza autopilota i ida do komandosa. - Dalej skacz nie mamy czasu -mowi pilot do komandosa - Ja N-N-Nie chce nagle zaczynaja sie turbulencje, gasna swiatla, zaczyna sie szarpanina i jeden z nich wypada z samolotu - silny byl musial duzo trenowac -mowi kapitan - N-N-Na pewno Leci mężczyzna samolotem i nagle samolot zaczyna mu szwankować, zakłada spadochron i wyskakuje. Spadajac nie może otworzyć spadochronu i mówi: - Nie bede zdradzał już żony, nie bede pił, palił, przeklinał, tylko Boże uratuj mnie! Spadł w stóg siana otrzepał sie i mówi: - Ale to człowiek pierdoły w stresie opowiada. Przychodzi Jasiu do Ojca i pyta: -Tato, co to jest wirtualny sex? Ojciec zastanawia się przez moment i w końcu mówi: -Chodź synku pokażę ci. Idą do Matki Jasia, Ojciec do niej mówi: -Matka, dalabyś du** za 10 tys. dolarow? Matka się zastanawia. -No dałabym. Idą do siostry Jasia. Ojciec pyta: -Córka, dalabyś du** za 10 tys. dolarow? Córka się zastanawia. -No dalabym. Idą do dziadka i pytają: -Dziadek, dałbyś du** za 10 tys. dolarow? Dziadek się zastanawia. -No dałbym. Teraz Ojciec mówi do Jasia: -Widzisz synku to jest wlaśnie wirtualny sex. Wirtualnie mamy 30 tys. dolarow, a realnie dwie ku**wy i pedała. Kiedy NASA zaczęła wysyłać astronautów w przestrzen kosmiczna, okazało sie szybko, ze długopisy nie działaja w stanie nieważkosci. By rozwiazać ten problem, naukowcy z NASA wydali 12 miliardów dolarów i przeznaczyli 10 lat na skonstruowanie długopisu, który pisze przy zerowej grawitacji, pod woda, do góry nogami i na każdej możliwej powierzchni w temperaturze do 300 stopni Celsjusza. Natomiast Rosjanie dali kosmonautom ołówki. Wraca Jasio ze szkoły. Ojciec, dresiarz, postanowił zagaić intelektualnie do syna: -no i co tam Jasiu w szkole? -nie dobrze tato, 5 pałek dostałem. -no Jasiu, bedzie wpi**dol. -wiem tato, mam już adresy. Podczas wizyty w Anglii Lech Kaczyński został zaproszony na herbatę do Królowej. Kiedy rozmawiali zapytał ją, jaka jest mocna strona jej władzy? Królowa odpowiedziała, iż otacza sie inteligentnymi ludzmi. - Po czym rozpoznajesz, że są inteligentni? - spytał Kaczyński. - Cóż, po prostu zadaje im odpowiednie pytania - odpowiedziała. Królowa - pozwól mi zademonstrować. W tym momencie Królowa bierze słuchawke i dzwoni do Tony'ego Blaira: - Panie ministrze, proszę odpowiedzieć na następujące pytanie: Pańska matka ma dziecko i panski ojciec ma dziecko, ale nie jest ono Pańskim bratem ani siostrą - kto to jest? - Oczywiście to ja nim jestem. Doskonale - odpowiada Królowa - dziekuję bardzo i dobranoc. Odkłada słuchawkę i mówi: Czy teraz już Pan rozumie, Panie Prezydencie? Tak. Jestem niezmiernie wdzięczny. Nie mogę sie doczekać by zastosować ten sposób! Po powrocie do Warszawy Kaczyński decyduje poddać testowi premiera Kazimierza Marcinkiewicza . Wzywa go do Pałacu Prezydenckiego i pyta: - Kaziu, chciałbym Ci zadać jedno pytanie, ok? - Ależ oczywiście, nie krępuj sie, jestem gotów... - Posłuchaj, twoja matka ma dziecko i twój ojciec ma dziecko, ale nie jest ono twoim bratem ani siostrą - kto to jest? Marcinkiewicz chrząka, kaszle i w koncu odpowiada: - Czy mógłbym sie zastanowić i wrócić z odpowiedzią? Kaczynski zgadza się i Marcinkiewicz wychodzi. Natychmiast zwołuje zebranie klubu parlamentarnego PiS, po czym głowią się nad zagadką przez kilkanaście godzin, ale nikt nie wpada na rozwiązanie. W końcu, w akcie desperacji, Marcinkiewicz dzwoni do Jana Rokity i przedstawia mu problem: - Niech pan posłucha, jak to może być: pańska matka ma dziecko i pański ojciec ma dziecko, ale nie jest ono Pańskim bratem ani siostrą - kto to jest? (Lebski z niego facet myśli Marcinkiewicz, studiował, na pewno znajdzie odpowiedz...) Rokita odpowiada po dłuższym zastanowieniu: - To ja, oczywiscie. Uradowany Marcinkiewicz wraca biegiem do Pałacu Prezydenckiego, odnajduje Kaczyńskiego i krzyczy: Mam, mam! Wiem kto to jest! To Jan Rokita! Na co Kaczyński robiac zdegustowaną minę: Źle, idioto! To Tony Blair! Wania złowił złotą rybkę. - Rybka: puść mnie spełnię twoje życzenie - Ok - Willę chcesz? - Nie - Mercedesa chcesz? - Nie - Medal za męstwo chcesz? - Tak jasne. Huknęło, jebnęło i Wania znalazł się prosto na polu bitwy z dwoma granatami w ręku. Patrzy a na niego napierdala 10 czołgów. Wania wkurzony przez zaciśnięte zęby: - K...wa, pośmiertny mi dała!!! Lekarz ogląda wyniki badań pacjenta: - Widzę, że wyniki ma pan znakomite. Jest pan okazem zdrowia. Z seksem też pewnie w porządku? - Nie narzekam, współżyję trzy razy w tygodniu. - Przy pana kondycji, to można by trzy razy dziennie. - Tak, ale wie pan, panie doktorze, jak to jest, jak się jest proboszczem w małej miejscowości. Syn pyta ojca: - Tato, co to jest POLITYKA? Ojciec odpowiada: - Zobacz, ja przynoszę pieniądze do domu, więc jestem KAPITALISTĄ, Twoja mama rządzi tymi pieniędzmi, więc jest RZĄDEM, dziadek uważa, żeby wszystko było na swoim miejscu, więc jest ZWIĄZKIEM ZAWODOWYM, nasz pokojówka jest KLASĄ ROBOTNICZĄ, a wszyscy mamy jeden cel, aby się Tobie lepiej wiodło! Ty jesteś LUDEM, a Twój młodszy brat, który leży jeszcze w pieluchach jest PRZYSZŁOŚCIĄ!!! Zrozumiałeś synku??? Chłopiec zastanawia się i mówi, że musi się z tym wszystkim jeszcze przespać. W nocy budzi chłopca płacz młodszego brata, który narobił w pieluchy i drze się wniebogłosy. A, że chłopiec nie wiedział co ma zrobić, poszedł do pokoju rodziców. W pokoju była tylko mama, ale spała tak mocno, że nie mógł jej dobudzić, więc poszedł do pokoju pokojówki, gdzie akurat zabawiał się z nią ojciec, a dziadek podglądał ich przez okno. Wszyscy byli tak sobą zajęci, że nie zauważyli, że chłopiec jest w pokoju. Malec postanowił więc, że pójdzie spać i o wszystkim zapomni. Rano ojciec pyta go: - Synku, możesz mi powiedzieć własnymi słowami co to jest POLITYKA?? - TAK!!! - odpowiada syn. - KAPITALIZM wykorzystuje KLASĘ ROBOTNICZĄ, ZWIĄZKI ZAWODOWE się temu przyglądają, podczas gdy RZĄD śpi, LUD jest całkowicie ignorowany, a PRZYSZŁOŚĆ leży w gównie!!! TO JEST POLITYKA!!! W pewnej małej angielskiej mieścinie był sobie ksiądz, który oprócz obowiązków duszpasterskich, lubił hodowle drobiu. Któregoś jednak dnia księdzu zginął kogut. Początkowo ksiądz myślał, że kogut po prostu uciekł, jednak minął jakiś czas, a koguta nie ma. Ksiądz zmartwił się doszedł do wniosku, że mu ukradziono koguta. Po niedzielnej mszy, kiedy wierni zbierali się już do wychodzenia, ksiądz ich powstrzymał: - Mam jeszcze jedną, bardzo wstydliwą sprawę do załatwienia. (W tym miejscu należy wyjaśnić, że po angielsku słowo cock znaczy kogut, ale możeteż oznaczać męskiego członka). - Chciałbym spytać, kto z tu obecnych ma koguta? Wszyscy mężczyźni wstali. - Nie, nie - to nieporozumienie. Może spytam inaczej, kto ostatnio widział koguta? Wszystkie kobiety wstały. - Oj, nie, to też nie o to chodzi, może wyrażę się jeszcze jaśniej, kto ostatnio widział koguta, który do niego nie należy? Połowa kobiet wstała. - Parafianie - nie rozumiemy się, spytam, wprost - kto widział ostatnio mojego koguta? Wstał chórek chłopięcy, ministranci i organista.. - Jak długo żyje mysz? - pyta nauczycielka na lekcji biologii. - To już zależy od kota, proszę pani - odpowiada rezolutnie Jaś. Pasażer siedzący z tyłu taksówki klepie kierowcę w ramię, by go o coś zapytać. Mężczyzna zaczyna krzyczeć i wpada na drzewo. Po chwili odwraca się i mówi do klienta: - Ale mnie pan wystraszył! Zapomniałem, że teraz jestem taksówkarzem. Przez ostatnie 25 lat jeździłem karawanem. Do gabinetu psychiatrycznego przychodzi mężczyzna ze zniechęconą żoną, skarżąc się na jej apatię. Lekarz porozmawiał z pacjentką, potem ją objął, poprzytulał i kilka razy namiętnie pocałował. Wreszcie zwraca się do obecnego przy tej scenie męża: - Oto zabiegi, które bezwzględnie są potrzebne pańskiej małżonce. Powinny być stosowane przynajmniej co drugi dzień. No, powiedzmy we wtorki, czwartki i soboty. Jest to kuracja bezterminowa! - Dobrze, we wtorki i czwartki mogę żonę do pana przyprowadzać, ale w soboty wykluczone, wtedy idę z kolegami na piwo! Pasażerka w autobusie przeprasza siedzącego obok niej staruszka: - Tak mi przykro, usiadłam na pańskich okularach. - Nie szkodzi, moje okulary nie takie rzeczy już widziały. Jasiu kilka razy w miesiącu chodzi do sąsiada, by skorzystać z telefonu: - Właściwie to powinienem zapisywać moje rozmowy i pytać potem o rachunek - mówi uprzejmie chłopiec. - E, daj spokój, i tak byś nie płacił... - Pewnie, że nie, ale przynajmniej wiedziałbym, ile oszczędzam. Przychodzi koń do knajpy i zamawia: - Jedno piwko proszę. - Tylko jedno? - dziwi się barman. - Przedwczoraj tak popiłeś, że zwaliłeś się pod bufet, a wczoraj to musieli cię za lejce wyprowadzać. A teraz co tak mało? - Dzisiaj jestem wozem... - odpowiada skromnie koń. |
Statystyki
Przegladarka: CCBot/1.0 (+http://www.commoncrawl.org/bot.html) Użytkowników on-line: 2 Polecamy
|
|
|