|
|
|
|
Spadochroniarz pyta instruktora: - Co mam zrobić, jeśli mój spadochron się nie otworzy? - Pociągniesz za drugą rączkę! - A jeśli i to zawiedzie? - Wtedy wrócisz do samolotu, aby wymienić spadochron... Kowalski zwierza się swojemu dorosłemu synowi: - Nie potrafię zrozumieć tych nowoczesnych sposobów dobierania sobie małżonków za pomocą komputera. To takie bezosobowe! - A ty jak poznałeś mamę, tato? - Zupełnie normalnie. Wygrałem ją w karty. Zorro wybrał się w konkury do swojej ukochanej. Postawił konia pod oknem i mówi: - Stój tu. Gdyby wrócił jej mąż, wyskoczę przez okno prosto na twój grzbiet i uciekniemy. Podczas zalotów nalega się pukanie do drzwi. Usłyszawszy to Zorro wyskakuje przez okno. Tymczasem w drzwiach staje koń: - Ciciałem tylko przekazać, że gdyby Zorro miał zamiar skakać, to będę stał w sieni, bo zaczęło padać! W szkole na lekcji religii proboszcz pyta grupkę pierwszaków: - Kto chciałby pójść do nieba? Wszystkie dzieci, oprócz Jasia, podnoszą ręce do góry. - A ty, chłopcze - dziwi się ksiądz - dlaczego nie chcesz iść do nieba? - Chcę i to bardzo, ale obiecałem tacie, że po lekcjach wrócę prosto do domu. Stoi policja za krzakami i łapie na radar. Nagle jedzie samochód, który jako jedyny nie przekroczył prędności. Za tak przepisową jazdę policjanci postanowili wręczyć kierowcy nagrodę. Zatrzymują go więc i pytają kierowcę: - Co pan zrobi z tą nagrodą? - Nareszcie kupię sobie prawo jazdy! - mówi kierowca. - Niech pan się nie martwi! On zawsze tak bredzi, gdy jest pijany! - mówi siedząca obok żona. - A mówiłam Stasiu, żeby nie kraść tego samochodu! - dodaje babcia. Nagle słychać dziwne dźwięki. Z bagażnika wyskakuje dziadek i woła: - Co? Już Austria? Niedźwiedź spotyka zajączka: - Zajączku, dlaczego masz takie krótkie uszy? - Bo jestem romantyczny. - Jak to? - Wczoraj siedziałem na łące i słuchałem śpiewu słowika. Tak się zasłuchałem, że nie usłyszałem kosiarki... Poczekalnia w gabinecie lekarskim. Nagle drzwi od gabinetu otwierają się z hukiem i wypada przez nie facet kopnięty przez zdenerwowanego lekarza. - Następny proszę! Na to następny pacjent: - Pan doktor chyba dziś nie w humorze. Może przyjdę jutro... - Nie, nie! Tego faceta leczyłem od lat na żółtaczkę, a on dopiero dziś powiedział, że jest Chińczykiem. Teściowa rozmawia z zięciem: - Wiesz, chciałabym mieć piękny pogrzeb po swoim odejściu. - Spokojnie mamusiu, ja to załatwię - powiedział zięć i wyszedł. Wraca pijany pod koniec dnia: - Gdzie byłeś tyle czasu? - pyta ze zdziwieniem teściowa. Na co zięć: - Nie pytaj, gdzie byłem ani jak to zrobiłem, tylko bądź gotowa na czwartek. Sąsiad widzi, jak mały Jasio zasypuje dziurę w ogrodzie. - Co robisz, Jasiu? - Moja złota rybka nie żyje - odparł płaczliwie chłopiec. - Właśnie ją pochowałem. - ALe przecież ta dziura jest o wiele większa niż rybka! - Bo ona jest wewnątrz pańskiego kota! Psychiatra bada trzech pacjentów: - Ile jest 2 rzy 2? - pyta pierwszego. - 5432. - Ile jest 2 razy 2? - pyta drugiego. - Środa. - Ile jest 2 razy 2? - pyta trzeciego. - 4. - Świetnie! - wykrzykuje uradowany lekarz. - W jaki sposób pan to wywnioskował? - Zwyczajnie. Podzieliłem 5432 przez środę. Na Saharze spotykają się dwaj Beduini. Jeden z nich jedzie na wielbłądzie powoli, noga za noga. Drugi przeciwnie, popędza zwierzę pejczem. - Dlaczego tak pędzisz? - pyta pierwszy. - Przecież w tym upale zwierzę strasznie się przegrzewa. - O nie. Im szybciej biegnie, tym skuteczniej chłodzi go powietrze. Ledwo to powiedział, zwierzę padło trupem. - A nie mówiłem! Przeziębił się, biedak... Jaś pyta tatę: - Tatusiu, wiesz może, co się dzieje z ludźmi, którzy umrą? - Zamieniają się w proch i kurz, synku... - To wygąda na to, że pod moim łóżkiem już kiedyś paru umarło... Jan i Marta byli starym małżeństwem. Od jakiegoś czasu Jana niepokoiły problemy ze słuchem żony. Postanowił więc zrobić eksperyment. Stanął pięć kroków za Martą i normalnym głosem pyta: - Kochanie, co dzisiaj mamy na obiad? Gdy nie doczekał się odpowiedzi, poszedł dwa kroki, ponownie zadał to samo pytanie i znów nie doczekał się odpowiedzi. Podszedł jeszcze dwa kroki i pyta: - Kochanie, co dzisiaj na obiad? - Czy ty jesteś głuchy? Trzeci raz ci mówię, że kotlety. Powódź w prowincjonalnym miasteczku. Ewakuacja ludności. Wojsko puka do kaplicy: - Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi! - Nigdzie nie idę, wierzę w opatrzność boską. Po trzech godzinach ksiądz siedzi na ostatnim piętrze parafii. Podpływa motorówka: - Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi! Minęły kolejne godziny, ksiądz na szczycie dzwonnicy. Podpływają znowu. - Proszę księza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi! - Nigdzie nie idę, wierzę w opatrzność boską. Po piętnastu minutach ksiądz już w niebie zwraca się z wyrzutami do Pana Boga. - Panie, no jak tak można? Tak wierzyłem w opatrzność... A na to Pan: - A ja trzy razy po ciebie ludzi wysyłałem! Rzecz dzieje się w czasach, gdy masowo przywożono do Polski przypadkowy złom z Niemiec. Gość przywiózł coś takiego na lawecie do mechanika - masa pogiętej blachy: - O w mordę - mówi mechanik - nieźle trzaśnięty. Będzie za dwa tygodnie. Po tygodniu telefon. Dzwoni mechanik: - Panie, jest problem. Co to za marka? - A czemu? - No bo jak bym tego nie klepał, wychodzi przystanek autobusowy... - No i jak skończyła się twoja awantura z teściową? - Aaa1 Przyszła do mnie na kolanach! - I co powiedziała? - Wyłaź spod łóżka, ty tchurzu! Dwa tysiące metrów nad ziemią leci samolot. Do kabiny pilota wchodzi stewardesa i mówi: - Panie pilocie, jeden pan chce wysiąść. - Czy to taki pan w bandażach? - Tak. - Niech go pani wypuści, on tu zawsze wysiada. Wsiada facet do autobusu i podchodzi do kasownika. Kasuje jeden bilet, drugi, trzeci, czwarty... dziesiąty. Jeden ze współpasażerów, niezwykle zaintrygowany, pyta: - Dlaczego kasuje pan tyle biletów? - Drugi kasuję na wypadek, gdybym zgubił pierwszy, pierwszy, gdybym zgubił drugi, mam trzeci i tak dalej... - A co będzie, gdy zgubi pan wszystkie bilety? - Ni szkodzi, mam jeszcze miesięczny... Wchodzi żółwik na drzewo, zeskakuje, macha łapkami i z łoskotem spada na ziemię. Wstaje, otrzepuje się, wchodzi na drzewo... i tak w kółko. Przyglądający się temu od godziny, siedzący na gałęzi dzięcioł mówi do siedzącej obok niego pani dzięciołowej: - Może mu wreszcie powiemu, że jest adoptowany... Siedzi Janko Muzykant na wzgórku nad Wisłą i wzdycha: - Ech... Bach umarł. Po chwili: - Ech... Beethoven nie żyje. I znowu po chwili: - Kurcze, i ja się coś źle czuję. Małżeństwo wybrało się do zoo. Przed klatką z dorodnym gorylem żona mówi: - Przyjżyj mu się! Tak właśnie powinien wyglądać prawdziwy mężczyzna: te bicepsy, ten dziki wzrok, ta postura... W tym momencie goryl wystawia łapę, wciąga kobietę do klatki i wykazuje jednoznaczne zamiary. Żona woła do męża: - Ratuj mnie, na co czekasz? - A powiedz mu teraz, że boli cię głowa... Było sobie spotkanie towarzyskie studentów. Następnego dnia chłopak mówi do dziewczyny: - Zostawiłem wczoraj u ciebie komórkę... - Tak, odbiór za 9 miesięcy! Siedzą dwaj chińscy generałowie i rozmawiają: - Atakować będziemy małymi grupami, po dwa, trzy miliony... Siedzi słoń przed telewizorem i nagle słyszy dzwonek do drzwi. Otwiera. Nikogo nie ma. Wraca przed telewizor. Znowu dzwonek. Wstaje zniecierpliwion. Nikogo nie ma. Zamyka. Dzwonek. Otwiera podenerwowany. Patrzy, na progu stoi mrówek o imieniu Marian, opierając się niedbale o drzwi, pali papierosa i cedzi przez zęby: - Słonica jest? - Nie ma - odpowiada słoń. Marian gasząc papierosa o drzwi mówi: - To powiedz jej, że Marian był!!! Słoń i mrówka wloką się przez pustynię. Skwar, żar i ani kropli wody. - Już nie mogę - jęczy słoń. - Umrę z pragnienia! - Weź się w garść, słoniku! - pociesza go mrówka. - Na najbliższym postoju dam ci łyk wody z mojej manierki... |
Statystyki
Przegladarka: CCBot/1.0 (+http://www.commoncrawl.org/bot.html) Użytkowników on-line: 1 Polecamy
|
|
|